huh. co by tutaj, ogólnie miło, fajnie i przyjemnie, koniec wakacji więc dużo czasu, na myślenie też :P bo trochę przemyśleń się nazbierało, chyba głównie takich oscylujących wokół różnych reakcji, różnych osób, w pewnych sytuacjach (częściowo podobnych, częściowo nie). niektóre rzeczy totalnie mnie zadziwiają. pytanie czy nie zadziwiają mnie rzeczy, które powinnam uznać za normalne? w sumie sama nie wiem - ale widzę różnicę w sytuacji, gdy związek się rozpada (z jakichkolwiek przyczyn), a końcem zauroczenia. to czasem śmieszne jak ludzie przeskakują z jednego zauroczenia na drugie, mówią najpierw "zakochałem się, zauroczyłem się", mija chwila i pojawia się kolejna osoba. nie wiem, może to dziwne, ale dla mnie takie słowa wiele znaczą, choć zupełnie inaczej ze mną bywa jak związek się kończy i wtedy pojawia się coś nowego, choć często jest to jakaś porażka. poza taką postawą jest też postawa zupełnie inna - długotrwałego wytrwania w uczuciu, po jakimś zakończeniu - i tutaj też jest pytanie, gdzie jest złoty środek kiedy przestać? czy trwanie za długo nie jest jakimś umartwianiem się? ale z drugiej strony co z tym zrobić, przecież na siłę się nie da odpuścić, a niektóre rzeczy to i tak zostają. tutaj z tą kwestią wiąże się też podejście do drugiej osoby po związku - chyba powinna obowiązywać zasada nic na siłę, choć skłaniam się do chociażby chłodnej obojętności, bez jakichś przejawów typu usuwanie ze znajomych ze wszystkich możliwych serwisów itp. dla mnie takie doświadczenie jest trochę przykre, bo to chyba ma oznaczać, że nigdy się nie istniało no ale. każdy sam wybiera.
może postaram się o wszystko po kolei, ale nie wiem co z tego wyjdzie. przede wszystkim mam dużo wolnego czasu. staram się więc jakoś go zorganizować, bo co innego z nim robić? w związku z tym koncentruje się na zwiedzaniu - można powiedzieć chyba, że jedna ze stron Sekwany już za mną. ale ze zwiedzaniem też jest problem - pogoda średnio dopisuje, a jednak nie jestem masochistką, żeby zwiedzać w deszczu :) poza tym nawiedzam regularnie luwr, zgłębiając jego zbiory powolutku, co zresztą robi na mnie niesamowite wrażenie. myślę, że z wieżą Eiffla może być podobnie, ale poluję na dobrą pogodę, bo inaczej nie ma to sensu :) zresztą do obejrzenia tego jest tyle, że chyba się nie wyrobię mimo całego miesiąca na miejscu. z innych prozaicznych aspektów - mieszkam w fajnym miejscu, w samym centrum, z czego jestem bardzo zadowolona ;) towarzysko troszkę gorzej, można by rzec nawet, że pustawo, no ale nie ma co narzekać. nadrobiłam dzięki temu zaległości serialowe chociaż :P będę miała chociaż spokój do wakacji, kiedy znów się za to zabiorę pewnie :P gorzej że mam ochotę na koreańskie dramy, masakra :) ale czasu jest dużo :) z humorem różnie bywa, ale po co o tym pisać? i tak sensownego wniosku z tego nie będzie. komponuje się tylko melancholijno-wspomnieniowa muzyka, ale trzeba wytrzymać :)
nie chcę mi się uczyć :< czemu tak jest?
kolejna seria eventów za mną. początek roku, obfitujący w atrakcje towarzyskie w miarę, pomógł rozwiązać problem co ze sobą zrobić, gdy jest za dużo czasu :> trochę gorzej to się odbiło na ilości pieniędzy no ale raz się żyje :>
z kolei wczoraj był koncert Super Girls & Romantic Boys, oraz Krzyż Cross, co było (no może lepiej napisać powinno być) wielką, pokomisyjną imprezą M. koncert był mega przedni, oba zespoły dały radę ;> a pierwszy z nich wpadł na loopa z foobarze :> ciąg dalszy po koncercie też przedni - zwiedzanie centralnego, w towarzystwie kolegi w mym pięknym płaszczu bezcenne :> gorzej, że o późnej tak porze mc był już zamknięty :< gorzej, że teraz śmierć z niewyspania, ale i tak podsumowując było super ekstra :D
z mniej radosnych spraw, mój idealny plan uczelniany upadł niestety. muszę ciągle jeszcze z tym pokombinować, no ale bez tego się nie da widocznie :) inna proza życia normalnie, przydałoby się zjeść jakiś normalny obiad :) i się zacząć ogarniać na zajęcia bo to też pora :P powoli do przodu :) ale tyle rzeczy by się chciało zrobić i zobaczyć a czasu brak :)
smutno ;<
no i po open'erze :) to co wymarzone - zobaczone :> massive attack :>~~~~ :D poza tym lans i bauns (frota :* i łukasz) :D na dodatek buttoniki, gh3 i patapony (mosq :D). błogostan, choć trochę niewyspana ;] dziekówa!
a teraz dalej ziu :>
nic. zero chęci. i czemu czuję się źle jak jest dobrze?
tytył notki mówi wszystko. streszczając: udanie nawet, podróż i wtą i wewtą znośnie, tylko sporo ludzi. na miejscu fajnie, pozdro dla wszystkich (specjalnie dla tych co się nade mną znęcali ;PPPPPP), trening cierpliwości już za mną :P (sukieniunia). podleczyłam też kompleksy związane z zakupami ;p dzięki Ariel :P :]
a poza tym chodzi mi ciągle po głowie ta jedna piosenka daft punk "face to face:" w tej wersji z nowego alive. cholera no. mogliby do polski przyjechać znów :>
What's going on ?
Could this be my understanding
It's not your fault I was being too demanding
I must admit it's my pride that made me distant
All because I hoped that you'd be someone different
There's not much I know about you
Fear will always make you blind
But the answer is in clear view
It's amazing what you'll find face to face
I turned away because I thought you were the problem
Tried to forget until I hit the bottom
But when I faced you in my blank confusion
I realized you weren't wrong, it was a mere illusion
It really didn't make sense
Just to leave this unresolved
It's not hard to go the distance
hehe. jak różne można mieć podejście do tej samej sprawy. no chyba, że tu się rozbija znów mój naiwny, optymistyczny stosunek do świata. ale wolę żyć w tym swoim stereotypie "chcieć to móc", a nie pogrążać się w odmętach "źle, niedobrze". tym bardziej, że otoczenia dostarcza mi argumentów na popracie raczej mojej postawy, przynajmniej w tej dziedzinie pracy, życia itp. ps. śmiesznie ;]]]]]]]]]]]]]]]] takie małe wyżycie, żeby nie pobluzgać :>
ps2. nawet isowa biblioteka pokazuje, że jednak może XD :P
powtarzać codziennie mantrę wyjebania, a może zostawić sobie tyci tyci czasu wolnego? żebym była tylko robotem. była i nie ma zmiłuj. jest coś na rzeczy, że tak powiem. gorszy okres to i dziwne myśli. ja poproszę trochę słońca ;)
hmhm. i już po. po koncercie i po weekendzie, a w sumie zaraz to i po wolnym. szkoda trochę. no ale ;) nowy semestr, nowe wyzwania, nowe postanowienia (choć nie sądzę, żeby opcję z basenem rano udało mi się zrealizować). zobaczy się co z tego będzie. poza tym, hm jak wrażenia z ostatnich paru dni. krótko mówiąc fajnie. jestem zadowolona (raczej ;p), koncert udany ;> zabawa z ekipą też ok ;D no i elo :> dobry obiad też :D głównie pozytywne emocje. zainteresowanych przepraszam za nerwość ;p
z głupszych spraw. włączyło mi się też myślenie, co by było gdyby oraz co będzie. słuchanie rozmów o pracy to zło, bo implikuje myśli o zarobkach, mieszkaniach i kredytach. dużo czasu niby ale to i tak bardzo przerażające. inne sprawy też są przerażające, a od myślenia o nich boli mnie głowa, bardzo, bardzo boli.
boję się. ratunku od własnej głupoty~~
mała smutna bicz, która chciała być przez moment heartless i independent. smutna diagnoza. */emo off.
hm albo wszystko na raz albo nic. ale się ponakładało. zobaczymy co z tego będzie. byłoby fajnie jakby wszystko wyszło. nowe doświadczenia ;) hehs. i film będzie czekał na odebranie o!
wesołych wszystkim.
back po sylwestrze.
dziś do domu. fajnie, nie chcę już być sama. chcę też odpocząć, choć w sumie sama nie wiem, co tak bardzo mnie ostatnio zmęczyło. chyba sama siebie. na prawdę się cieszę. w międzyczasie wigilia klasowa, spotkania też. potem do babci, na ten magiczny czas świąt, odcięcie od wszystkiego, kontakt ew. telefoniczny. no i dobrze. czas nadrobić zaległości w lekturach ;) i w myśleniu też. i kolejny magiczny czas nastąpi. sylwester. kraków. ciekawie się zapowiada, zobaczymy co wyjdzie ;) ale i feel optimistic. a potem podsumowanie roku 2007. chyba. choć ciężko to ująć w słowa. no i plany na nowy 2008. życzenia. moja gwiazdka z nieba. mam parę życzeń. pytanie czy nieuświadomionych też.
jak ja kocham dorotkę moją ;333 ;* :D
się bawię nowym cackiem ;3333 sweet ;3
ciężko napisać coś konkretnego. impreza przed v.nice, choć woda pozostaje zagadką ;P sam konwent hm. trudno określić, w sumie ok, ale coś do końca nie banglało, może te tłumy or sth. ekipa za to eloelo, ale niektórzy się powinni wstydzić, że ich zabrakło ;p parę fajnych motywów było, pech pizzowy był no ale ;p dunno co napisać więcej można. podsumowując: było ok, choć zmęczona ;p a teraz tydzień naukowo-festiwalowy, no i pora na ostre przedświąteczne spięcie bo to już czas na to wszystko ;3
Bywa że nie jestem szczery
Czasem zwyczajnie kłamię
Jestem próżny pazerny
Dbam tylko o swoje cztery litery
Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości
Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi
Miewam nieczyste intencje
Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadam
Jak bym isniał tylko ja
A światem rządził szatan
Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi
faceci to chuje. i basta z tym. nie dam sobie więcej wciskać wałka. przecież też tak umiem.
ze specjalną dedykacją.
nothing amazing, just a norm? wtorki to słodko-gorzkie dni. i o czym ja w ogóle pieprzę?
hm back. a poza tym to chyba mam manię prześladowczą i zbyt szeroki ciąg skojarzeń.
bardzo bardzo bardzo mi katarzasto ...
mam to wszystko w dupie. ludzi niesprawdzonych też, nawet bardzo. nie mam zamiaru się przejmować czymkolwiek. jest jak jest, będzie co ma być. dziecinne rozrywki mnie bawią i rozaczarowują. koniec.
czuję się dumna z siebie, i o krok bliżej do jakiejś częściowej samodzielności znów. i jest motywacja dobra, która może dołączyć do dotychczasowej. plany weekendowe ciągle aktualne ;] poza tym zachwycam się roisin murphy nową (przynajmniej dla mnie ;)), zastanawiam się nad uderzeniem na koncert, myślę, jak spędzić wieczór. zastanowię się chyba co mi na prawdę potrzeba ;> jeden minus - oczy bolą. jakbym miała jakieś felerne soczewki ;/ cholera no. ale we will see. w planach też zakupy. o!
mam pogryziony palec ;[ i różowe okulary ;]
not enough to wszystko. czy tam gdziekolwiek jest ktoś kto dba? cisza wyborcza eh.
kawa 3w1, tiramisu, wts i ps i mily wieczor ah.
bo Stalin nie jest bogiem! (niestety...) a Towarzyszom trzeba pomoć.
co te studia robią z ludzi ;)
wszystko jest jak zawsze pojebane